LAFF 2017 Norwegia
Dodane przez SP1CNV dnia Sierpień 23 2017 11:17:28

Pod koniec lipca wyruszyliśmy tj. Andrzej SQ1GU i piszący te słowa Jarek SP1C na wakacyjną przygodę z radiem. Wylecieliśmy z mokrego Gdańska, niestety lotnisko na wyspie Vigra ( Norwegia ) także przywitało nas deszczem. Nasze humory natychmiast się poprawiły po spotkaniu z oczekującym na nas Marcinem LB0OG. Marcin to zaprawiony podróżnik, aktywował radiowo wiele ciekawych miejsc z Norwegii. Niestraszne mu nadawać z lodowca, czy też namiotu zasypanego śniegiem. To już nasza trzecia wspólna wyprawa w Norwegii. To co nas łączy, to oczywiście pasja krótkofalarska, ale także lubimy bliski kontakt z naturą.

Images: LAFF-2017.jpg

Jeśli chcecie zobaczyć nasze przygody , zapraszam do obejrzenia dwóch filmów z tej mini wyprawy:

https://www.youtube.com/watch?v=TILWzt75vJI&t=100s
https://youtu.be/zn3VV86PNSM

Pełny opis wyprawy w czytaj więcej

Wszystkim, którzy mieli z nami łączności bardzo dziękujemy.

W imieniu LB0OG i SQ1GU 73&44 Jarek SP1C


Treść rozszerzona

Nasz sprzęt radiowy-wyprawowy to:
IC-7000, Elecraft KX3, 2 x Yaesu ft-817 + amp 45 Watt, ant: GP 20m 1/2, GP 20m 1/4, GP 40m 1/4, GP 30m 1/4, EndFeed 40, 20, 15, 10m , agregat Kipor IG1000, baterie li-po + solar panel. Do tego dwa namioty, tarp ,karimaty, śpiwory, jedzenie, jednorazowe grille i sprzęt foto-filmowy: dron dji phantom III professional, Nikon D7000, Canon 80d, GoPro hero 5 black.
W trakcie prawie dwutygodniowej eskapady aktywowaliśmy radiowo wyspy :

EU-055 Vågsøy i zespół dwóch wysp EU-056 Haramsøya i Flemsøya, szczyt LAMR-151 oraz 11 parków w tym 6 parków new-one! Nasze anteny typu GP , spisały się znakomicie , tzn ze względu małą na małą wagę, łatwość rozkładania i ich skuteczność. Do zawieszania anten mieliśmy do dyspozycji cztery 10 metrowe teleskopowe maszty z włókna szklanego firmy DX-wire. Zdarzało się, że momentami mieliśmy ogromny pile-up . Wołały nas jednocześnie stacje z JA, W i oczywiście z EU, mimo pracy mocą tylko 45W - KX3 / FT 817+ amplifier MX-P50M. Radiostacje zasilaliśmy bateriami Li-Po od 2000 do 6000 mAh. W kilku miejscach uruchomiliśmy agregat i wówczas nadawaliśmy z IC- 7000 (100W) i jednocześnie ładowaliśmy baterie. Solar panel wykorzystywaliśmy do ładowania telefonów i notebooków.
Pogodę mieliśmy bardzo zmienną: wiatry, mgły, deszcze i słońce. W kilku parkach naszym największym wrogiem okazały się roje malutkich meszek, które wciskały się wszędzie do oczu, nosa czy też do kubka z kawą. Często rankiem padał deszcz, a po południu byłą piękna pogoda. Z wodą pitną nie mieliśmy kłopotów, ponieważ pełno tam kryształowo czystych strumieni. Kąpiel w tych rześkich strumieniach to spore wyzwanie. Najpiękniejsze miejsca to chyba wodospady i okolice Geiranger. Właśnie w Geiranger nasz obóz został „zaatakowany”. Było słonecznie i ciepło. Marcin z Andrzejem postanowili wspiąć się na jeden ze szczytów górskich. Ja pozostałem w obozie, aby robić łączności i pilnować sprzętu. Na 40 m propagacja już spadła, a na 20m jeszcze się nie rozkręciła. Robiłem coraz mniej łączności, a słoneczko coraz łaskawiej mnie ogrzewało, strumyk przyjemnie szumiał i….... usnąłem. W pewnym momencie zerwałem się na równe nogi słysząc jakiś huk i dzwoneczki. Dzwoneczki na tym pustkowiu ? Co się dzieje ??? Zaspany, ujrzałem lśniące białością szczyty otaczających gór i mnóstwo białych istot z przyczepionymi do szyi dzwoneczkami. Po ponownym przetarciu oczu, dzwoneczkowe istoty zamieniły się w stado owiec, a huk był spowodowany przez przewracający się maszt, na skutek wyrwania odciągu przez owcę.